3 minuty
„Ty wystarczysz” — to postawa, którą pierwszy raz usłyszałem podczas warsztatów improwizacji scenicznej prowadzonych przez amerykańską improwizatorkę Jill Bernard.
Improwizacja sceniczna to sztuka, której można się uczyć. Opiera się na pewnych zasadach i postawach, które można ćwiczyć oraz utrwalać, jak mentalne mięśnie. Kiedy zaczynamy swoją przygodę z improwizacją i doświadczamy pierwszych występów na scenie, jesteśmy z jednej strony przerażeni. No bo jak to tak, bez przygotowania, bez dialogów, postaci, cały czas w niepewności???, a z drugiej strony wypełnia nas niesamowita radość i ekscytacja (to naprawdę się dzieje i nam wychodzi! Ale to jest fajne! Oooo, jest super i do tego śmiesznie!). Przede wszystkim bawimy się tym i niezwykle nas to cieszy.
Im dalej w las jesteśmy coraz pewniejsi siebie w tym, co robimy, więc chcemy to robić coraz lepiej, coraz sprawniej, nie popełniając ewentualnych błędów… Tak, to ten moment, w którym zaczynamy dopuszczać do siebie presję, perfekcjonizm, ocenę siebie i innych. To paradoks, bo w improwizacji nieustannie uczymy się tego, by nie oceniać, nie koncentrować się na błędach. Mogą się one okazać prezentami i przesunąć akcję w zupełnie zaskakującym, niezwykle inspirującym kierunku. Zapominając o tym tracimy ową pierwotną radość wspólnego, nieskrępowanego tworzenia i za bardzo wchodzimy w dołek oczekiwań i biczowania się, że nie jesteśmy tacy, jacy powinniśmy. Właśnie… tacy, jacy powinniśmy być.
A przecież my wystarczymy, Ty wystarczysz, ja wystarczę. Tacy, jacy jesteśmy w tym momencie swojego życia, doświadczenia, odczuwania i nastroju. To istota tej postawy zakładająca czerpanie podczas improwizacji z siebie i akceptację tego, kim jestem i jak się czuję, także tego konkretnego dnia. Biorę to, co aktualnie mam i z uważnością, zaufaniem do własnych umiejętności oraz dobrą intencją robię z tym, co aktualnie mogę. Bez oceniania się i karania, że nie dosięgam poprzeczki mojego ewentualnego idealnego obrazu. Jest to też postawa, stan, który można przełożyć w ogóle na życie. Tym bardziej wtedy, kiedy dosięgają nas sytuacje kryzysowe. Pamiętaj więc, Ty wystarczysz.
I jeśli teraz jest Ci trudno, targają Tobą nieprzyjemne emocje, czujesz się gorzej, słabo „ogarniasz” rzeczywistość. To normalne, masz do tego prawo. Daj więc sobie czułość, zrozumienie, spotkaj się z tymi emocjami i daj im miejsce bez wypierania. Nazwanie emocji i objęcie ich świadomą uwagą pomaga. To czasem wystarczy, by organizm (umysł i ciało) zaczął produkować alternatywy, rozwiązania i bardziej wspierające uczucia. Szczególnie kiedy wiemy, jakie podejście i myśli działają na nas wspierająco. A jeśli czujesz, że jest bardzo trudno – Ty wystarczysz, by poprosić o pomoc. Rodzinę, przyjaciela, znajomą, terapeutę, coacha. Jest wiele możliwości i nie znaczy to, że jest z Tobą „COŚ NIE TAK”. Po prostu to też są możliwości, które masz, by działać oraz iść ku rozwiązaniom. Ty wystarczysz.