6 minuty

Cisza jako luksus: dlaczego tak bardzo jej unikamy

4 lipca 2026
Zosia Tykwińska-Sutkowska

Jeszcze kilkanaście lat temu chwile ciszy były naturalnym elementem codzienności. Czekanie na autobus, podróż pociągiem czy spacer często odbywały się bez telefonu w dłoni. Dziś jednak wiele osób odruchowo sięga po smartfon, gdy tylko mają przerwę lub kilka wolnych minut. Można by powiedzieć, że „po prostu globalnie zmieniliśmy nawyki”. Jednak to współczesny świat skutecznie wykorzystuje mechanizmy działania naszego mózgu, sprawiając, że brak bodźców zaczynamy odczuwać jako dyskomfort.

Dlaczego tak trudno wytrzymać w ciszy?

Ludzki mózg od tysięcy lat ewoluował w środowisku, w którym nowe informacje mogły decydować o przetrwaniu. Szybkie reagowanie na zmiany zwiększało szanse na znalezienie pożywienia lub uniknięcie zagrożenia. Inaczej mówiąc: przeżycie. Dziś ten sam mechanizm działa w świecie pełnym powiadomień, mediów społecznościowych i niekończącego się strumienia informacji. I kiedy każde nowe powiadomienie może wydawać się ważne (bo w końcu nigdy do końca nie wiemy, czy takie jest), tak łatwo odruchowo sięgamy po telefon.

Dopamina to więcej niż „hormon szczęścia”

Dopamina często bywa nazywana hormonem szczęścia, jednak z naukowego punktu widzenia jest przede wszystkim neuroprzekaźnikiem odpowiadającym za motywację i przewidywanie nagrody.

W związku z tym nie sprawia, że smartfon „daje nam” szczęście. Zachęca natomiast do sprawdzania, czy nie pojawiło się w nim coś nowego – wiadomość, komentarz czy ciekawa treść. To właśnie mechanizm oczekiwania nagrody sprawia, że tak trudno oprzeć się kolejnemu odblokowaniu ekranu. I samo oczekiwanie znaczyć będzie tu więcej, niż nawet doświadczenie danej nagrody.

Czy boimy się ciszy?

Nie.

Badania opublikowane w czasopiśmie Science pokazały jednak, że wiele osób ma trudność z pozostawaniem sam na sam z własnymi myślami. Uczestnicy eksperymentu Timothy’ego Wilsona mieli przez kilkanaście minut siedzieć bez telefonu, książki ani rozmowy. Dla części z nich okazało się to zaskakująco niekomfortowe do tego stopnia, że woleli zadać sobie ból fizyczny, niż siedzieć sam na sam z własnymi myślami. Nie oznacza to jednak, że cisza jest problemem. Bardziej prawdopodobne jest, że przyzwyczailiśmy się do ciągłej stymulacji.

Przebodźcowanie, czyli znak naszych czasów

Każdego dnia odbieramy setki komunikatów: wiadomości, reklamy, e-maile, powiadomienia oraz treści z mediów społecznościowych. Nasza uwaga stała się cennym zasobem, o który walczą firmy technologiczne. Zjawisko to określa się mianem ekonomii uwagi (ang. attention economy). Im więcej czasu spędzamy w aplikacjach, tym większą wartość mają dla ich twórców nasze kliknięcia, aktywność i dane, które od nas zbierają.

Co dzieje się z mózgiem, gdy wreszcie niczego od niego nie chcemy?

Gdy przestajemy odbierać kolejne bodźce, nasz mózg wcale nie „wyłącza się”. Badania z wykorzystaniem neuroobrazowania pokazują, że w takich chwilach wzrasta aktywność tzw. Default Mode Network (DMN), czyli sieci mózgowej związanej m.in. z autorefleksją, pamięcią autobiograficzną, wyobrażaniem sobie przyszłości i swobodnym błądzeniem myślami. To właśnie wtedy umysł często zaczyna analizować minione wydarzenia, planować kolejne kroki lub wracać do nierozwiązanych spraw.

Taki stan ma jednak dwie strony. Z jednej strony może sprzyjać porządkowaniu doświadczeń, dostrzeganiu nowych powiązań oraz twórczej refleksji. Z drugiej strony jednak ułatwia uruchamianie automatycznych schematów myślenia, wewnętrznego dialogu czy tendencji do nadmiernego analizowania. To dlatego cisza dla jednych jest kojąca, a dla innych okazuje się zaskakująco trudna. Sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła – staje się przestrzenią, w której wyraźniej słyszymy to, co i tak dzieje się w naszym umyśle.

Czy cisza jest dobra dla każdego?

Nie zawsze.

Stan aktywacji DMN ma dwie strony. Z jednej strony może sprzyjać porządkowaniu doświadczeń, dostrzeganiu nowych powiązań oraz twórczej refleksji. Z drugiej strony jednak ułatwia uruchamianie automatycznych schematów myślenia, wewnętrznego dialogu czy tendencji do nadmiernego analizowania. To dlatego cisza dla jednych jest kojąca, a dla innych okazuje się zaskakująco trudna. Sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła – staje się jednak przestrzenią, w której wyraźniej słyszymy to, co i tak dzieje się w naszym umyśle.

Dla osób zmagających się z depresją, silnym lękiem czy zespołem stresu pourazowego pozostawanie sam na sam z własnymi myślami może być trudnym doświadczeniem. Chwile wyciszenia mogą wspierać dobrostan, ale nie zastępują profesjonalnej pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej.

Jak na nowo oswoić się z ciszą?

Nie trzeba rezygnować z technologii ani wyjeżdżać w góry. Warto zacząć od prostych zmian:

  • odkładać telefon podczas posiłków,
  • wyłączyć niepotrzebne powiadomienia,
  • wybrać się na spacer bez słuchawek,
  • zostawić kilka minut dziennie na czas bez ekranu i dodatkowych bodźców.

O czym pamiętaj?

Cisza nie jest modą ani luksusem dostępnym wyłącznie dla nielicznych. Staje się jednak coraz rzadszym doświadczeniem w świecie, który nieustannie walczy o naszą uwagę.

Badania pokazują, że nasz mózg potrzebuje zarówno stymulacji, jak i chwil odpoczynku od nadmiaru informacji. Właśnie dlatego te kilka minut spędzonych bez telefonu czy innych bodźców może okazać się bardziej wartościowe niż początkowo przypuszczamy.

Obserwuj nas