6 minuty

Liście na ścianach, światło sączące się przez świetliki, szum wody w tle, to nie dekoracja. To strategia, która przekłada się na wyniki.
W 2019 roku firma Amazon otworzyła w Seattle The Spheres – trzy szklane kule wypełnione ponad 40 000 roślin z całego świata. Pracownicy mogli tam pracować, myśleć i odpoczywać wśród tropikalnej roślinności. Nie był to kaprys. To była przemyślana odpowiedź na jedno z fundamentalnych pytań zarządzania: jak stworzyć środowisko, w którym ludzie naprawdę dobrze pracują?
Odpowiedź na to pytanie kryje się w pojęciu biophilic design czyli projektowaniu przestrzeni inspirowanym naturą i głęboko zakorzenionym w ludzkiej biologii.
Termin „biofilia” (z gr. bios – życie, philia – miłość) spopularyzował w latach 80. biolog Edward O. Wilson. Jego teza była prosta i rewolucyjna: człowiek jest genetycznie zaprogramowany, by szukać kontaktu z naturą. Przez setki tysięcy lat naszej ewolucji żyliśmy na łonie przyrody. Nagle w skali historycznej, przenieśliśmy się do betonowych biurowców z klimatyzacją i sztucznym oświetleniem. Nasz mózg wciąż tęskni za środowiskiem, do którego był kształtowany.
Biophilic design to odpowiedź architektów na tę tęsknotę. To celowe wbudowywanie elementów natury w przestrzeń pracy: roślinności, naturalnego światła, materiałów organicznych, widoków na zieleń, dźwięków wody czy nawet wzorców przypominających formy przyrodnicze.
Przez lata biophilic design był traktowany jako luksusowa fanaberia natomiast dziś dysponujemy twardymi danymi, które zmieniają ten obraz.
Raport Human Spaces z 2015 roku przebadał ponad 7 600 pracowników biurowych w 16 krajach. Wyniki były jednoznaczne: pracownicy w środowiskach z elementami natury raportowali o 15% wyższą produktywność i o 6% wyższe poczucie dobrostanu w porównaniu z osobami pracującymi w przestrzeniach pozbawionych naturalnych elementów.
Eksperci wyróżniają trzy główne ścieżki wdrażania biophilic design w przestrzeni pracy:
Rośliny w donicach i ścianach zieleni, ogrody wewnętrzne, zbiorniki wodne, naturalne materiały (drewno, kamień, len), widok na zewnątrz przez okna, dostęp do tarasów i ogrodów, naturalne oświetlenie. To najbardziej intuicyjna – i najskuteczniejsza – forma biophilic design.
Grafiki i fotografie natury, wzory botaniczne w tapetach i tekstyliach, naturalna paleta barw (zielenie, błękity, beże), materiały imitujące drewno i kamień, organiczne kształty mebli i form architektonicznych. Choć mniej skuteczna niż natura bezpośrednia, ma udokumentowany pozytywny wpływ na dobrostan.
Wysokie sufity i przestronne wnętrza (nawiązanie do otwartych krajobrazów), widok na odległe horyzonty, zmienność i zróżnicowanie przestrzeni (jak w naturze nie ma dwóch identycznych miejsc), strefy ukrycia i schronienia przeplatane otwartymi przestrzeniami, akustyka naturalna.
Coraz więcej firm traktuje biophilic design jako element szerszej strategii ESG. I słusznie – wpisuje się on zarówno w wymiar środowiskowy (mniejsze zużycie energii dzięki naturalnemu oświetleniu, poprawa jakości powietrza), jak i społeczny (dobrostan pracowników, inkluzywność przestrzeni) oraz ładowy (kultura organizacyjna i employer branding).
Standardy certyfikacji budynków takie jak WELL Building Standard i LEED coraz mocniej uwzględniają elementy biophiliczne w swoich kryteriach oceny. Dla firm raportujących zgodnie z CSRD czy GRI, dane dotyczące środowiska pracy i wellbeingu stają się częścią obowiązkowej sprawozdawczości.
Biophilic design to już nie trend – to standard oczekiwany przez pracowników, szczególnie przez pokolenia Y i Z wchodzące na rynek pracy z wysoką świadomością wellbeingową.
Wdrożenie biophilic design nie musi oznaczać kosztownej przebudowy. Oto praktyczne kroki, od najprostszych do bardziej zaawansowanych: